.
  Michel Tournie, Szopka prowansalska
Kiedy wchodzi publiczność, w wiosce Santonin - du- Lubéron jest dzień. Słychać odgłosy prowansalskiego targu. Stajenka na pierwszym planie pozostaje w ciemności. Kiedy  
postać z szopki wypowiada swoją kwestię, pada na nią światło  reflektora.

Słychać,  jak kobiety rozmawiają między sobą po prowansalsku.

Narrator -  Oni nie wiedzą.  Wszyscy ci dobrzy ludzie nie wiedzą. Dla nich ten dzień, wypełniony pracą i zabawą jest taki sam jak każdy inny. Nie wiedzą, że  w pobliżu dziś wieczorem dojdzie do wielkiego wydarzenia, które na całym świecie będzie się obchodzić przez przyszłe wieki.
O tym właśnie mówi kobieta robiąca na drutach do męża, który czyta gazetę

Kobieta robiąca na drutach -  Nic się nie dzieje w naszej wiosce. Ani katastrofy, ani książęcego ślubu, ani nawet pożaru. Nic. Ale może to lepiej dla wszystkich, co, Antoni?

Narrator - A to  myśliwy, który strzela do królików i nigdy nie trafia. Dobrze wie, 
co powiedzą jego koledzy, kiedy wróci z pustymi rękami.

Kolega - Biedny Marcin! Ale z niego niezdara!

Narrator - Praczki gadają  bez przerwy, wszyscy o tym wiedzą. Jak to między kobietami - wyciągną nawet najdrobniejsze sprawki. Najlepiej prać brudy wśród swoich!

Narrator -  A ci, którzy budują dom? Myślicie, że wyobrażają sobie urodziny, śmierć, 
miłość i nienawiść, które znajdą schronienie w tych murach? Nie. Nawet nie chcą wiedzieć. Zawód murarza byłby zbyt ciężki - ciężki jak dom - gdyby przyszło im wiedzieć. Murarz pracuje nieświadom przyszłości - jak pszczoła.

Noc ogarnia wioskę, zaś nad stajenką  szybko zapala się światło.

Kacper - Jestem Murzynem i jestem królem. Przyszedłem tu, bo serce moje jest smutne. Zakochałem się nieszczęśliwie w białej niewolnicy. Nie chcę jej do niczego zmuszać. 
Ale ona mną gardzi, bo mam czarną skórę. Do czego mnie doprowadzi ta nieszczęsna namiętność?

Maria - Odpowiem ci, królu Kacprze, gdyż jestem kobietą. Zwróć jej wolność i godność. Uszanuj jej uczucia. Złożyłeś kadzidło u stóp Zbawiciela. To dobrze. Ale nigdy nie pal kadzidła u stóp jakiejkolwiek istoty, choćby była piękna. Czcij tylko Boga.

Melchior - Jestem królem, ale tułam się biedny po świecie. Uzurpator wygnał mnie z mojego królestwa. Tę resztkę złota, jaka mi została, składam Panie, u twych stóp.

Józef - Królu Melchiorze! Odpowiem ci ja, Józef, ponieważ jestem mężczyzną. Władza, 
którą utraciłeś, była władzą tyrana. Lepiej  już  poszukaj przyjaciół i uczniów, którzy pokochają cię i będą słuchać twego głosu. Albo pozostań samotny.

Baltazar -  Mam na imię Baltazar i jestem najstarszy z trzech króli. Całe swe życie poświęciłem nauce. Kiedy sięgnąłem kresu moich poszukiwań, zrozumiałem jedno: wiem, 
że nic nie wiem. Dlatego podążyłem za gwiazdą . Chcę ci ofiarować mirrę, symbol wiedzy, nauki i mądrości. I pytam się Ciebie: gdzie jest prawda?

Jezus - Odpowiem ci, Baltazarze, ponieważ jestem dzieckiem. Prawdę odnajdziesz 
w ufnym spojrzeniu i czystym sercu.

Narrator - To pierwszy poranek chrześcijańskiej ery  Na pozór nic się nie zmieniło. 
Wszystko zaczyna się na nowo, jak przedwczoraj i wczoraj.  Ale naprawdę nic już nie 
będzie takie jak dawniej.

Grający w kule nie liczą tylko na przypadek  Zdają się teraz na Opatrzność.

 Stajenka pozostaje całkowicie oświetlona. Wioska rozjaśni się stopniowo.
Biją dzwony. Widać wyraźnie dzwonnicę i dzwonnika

Grający z podniesioną ręką - Dobra Matko! Taki rzut to prawdziwy gwiazdkowy prezent!

Narrator - Cieśle nie są już  skazani na samych siebie. Kiedy piłują i heblują, dobrze 
wiedzą, ze niejaki Józef, cieśla z Nazaretu jest ich świętym patronem i czuwa nad nimi.

Cieśla - Widzisz, chłopcze,  wbrew temu co ludzie myślą, w domu nie mury i dach są najważniejsze, lecz drzwi i okna. Przez okna zobaczysz przyjaciół, a drzwi otworzysz, 
by weszli do środka.

Narrator -  Kiedy młoda dziewczyna długo stoi przy fontannie, kiedy podchodzi do niej chłopak, nieświadomie myśl biegnie ku Jakubowej studni. Tu Jezus spotkał Samarytankę, która przyszła zaczerpnąć wody.

Zakochana - Mój Najsłodszy, chyba naprawdę cię kocham.

Narrator - Kiedy rolnik, by rzucić ziarno, wznosi rękę w geście, który tak pięknie łączy się 
z niebem, dobrze wie, że  tak jak słowo Boże, niektóre z  ziaren upadną na kamienie, inne wydziobią  ptaki, a inne wreszcie  wykiełkują z ziemi, by dać na wiosnę wspaniałe kłosy.

Siewca - Ptaki, być może, są łakome, ale pomimo to ze wszystkich zwierząt właśnie one najbardziej przypominają swymi skrzydłami i piórami anioły.

Narrator - Jeśli już mówimy o ptakach, to kiedy biały gołąb przysiądzie na dachu gołębnika, przypomina nam o Bożym Pokoju, o Duchu Świętym, o Zwiastowaniu.
Nic jednak nie dorówna  dumie piekarza. Bo chleb nie jest takim samym pokarmem jak inne... chleb ludzi, chleb Boży jest pokarmem zarówno dla ducha, jak i dla ciała.

Piekarz - Wszyscy o tym wiedzą; wyrzucając chleb do śmieci, obrażamy biednych!

Narrator - Cyganie, kiedy wędrują po świecie, nie tułają się bez  ognia i miejsca do spania. Wiedzą, że Jezus z Nazaretu, tak jak oni, nie znalazł schronienia. On  także musiał liczyć na  gościnność bogatych.
Chrześcijańska rewolucja, która rozpoczęła się tej nocy, nie przypominała nagłego trzęsienia  ziemi. Po prostu coś zmieniła: światło stało się inne, powietrze inne... Powoli wzbierała wokół nas, ogarniała nas, by trafić do każdego serca.

W stajence gasną światła. Wioska jest pełna światła. Publiczność wychodzi, bo to KONIEC.

tłum. Krzysztof Błoński

 

Biuletyn Informacyjny Biura Prasowego Kraków 2000
Biuro Festiwalu Kraków 2000, 31-028 Kraków, ul. Św. Krzyża 1,
tel. (+48 12) 431 24 80, tel./fax431 24 66, e-mail: BP@krakow2000.pl